sie 192012
 

To było nieuniknione, krążyłam wokół tego serialu już jakiś czas, aż wpadłam w wir kolejnych odcinków (za samą wpadkę mogłabym winić nieco Tess czy dziewczęta od blogu „Przyczajona logika, ukryty słownik”, ale że mam sporo frajdy z oglądania, trudno mówić o winie, prawda?). Zresztą, czego tu nie lubić? Wampiry, demony, duchy, nadnaturalne stworzenia różnej maści, bracia Winchester i mnóstwo zabawy… cóż, ewidentnie jestem targetem tego serialu.
Ale z odcinka na odcinek rodzi się we mnie hydra zazdrości. Nie, nie chodzi o wyposażenie, jakim chłopcy dysponują (i nie mam na myli wyposażenia, które widoczne jest na zdjęciu), ani nawet o Impalę, choć ta jest absolutnie wspaniała.


Chłopaki wędrując po Stanach Zjednoczonych polują na różne dziwy. A gdy potrzebują wiedzy, wchodzą do biblioteki i sięgają po stare tomiszcza wypełnione po brzeg wiedzą tajemną i buch, już wiedzą, jak zabić zwierzołaka, stare bóstwo wymagające ofiar, strzygę… Nawet niewielkie biblioteki na zadupiu, księgozbiory trzeciorzędnego uniwerku na środku niczego czy małej parafii, nie mówiąc o prywatnych zbiorach przeciętnych obywateli są kopalnią wiedzy o magii i paranormalnych zjawiskach. Piękne stare oprawy, kruszący się pod palcami pergamin, fantastyczne ilustracje… Moje oczy robią się zielone z zazdrości a mgła zasnuwa moje widzenie obwodowe. Już sam notes Johna Winchestera wystarczy, by skręcało mnie z pożądania.
Nie wiem… może dzielni alianci wycofując się z Europy ukradli wszystkie wartościowe starodruki dotyczące magii i przekazali je do bibliotek w swoich rodzinnych miasteczkach? Toruń jest sporo większy niż Nazareth czy Jericho w USA, ma co najmniej dwie porządne biblioteki, nie licząc biblioteki diecezjalnej, bo by się dostać do jej cennych zbiorów musiałabym chyba wskoczyć w habit i wylegitymować się jedną z lewych legitymacji braci Winchester. Tysiące ksiąg zebranych w przestronnych podziemiach i magazynach, ale gdy potrzebujesz starego grimuaru możesz liczyć co najwyżej na wyrozumiały uśmiech pań bibliotekarek. Wygląda na to, że bogatsze zbiory zgromadził w swojej chacie Bob Singer. Przekopuję się przez sterty współczesnych książek dotyczących magii, ale serio, więcej tu plew niż ziarna. Dlatego równie pociągający jak  obrazek powyżej, jest dla mnie ten:

Oczywiście – jako pisarz, którego życie nie zależy od metody zabicia dziwnego stwora, mogę sobie pozwolić na to, by wymyślić to czy tamto. Przewaga literatów jest tu niewątpliwa. Nasza usłużna wyobraźnia pozwala na stworzenie dowolnej kombinacji cech  postaci. Pisząc np o wampirach mogę sięgać po ludową wiedzę o tych stworzeniach, ich słowiański rodowód, albo wiedzę wyniesioną z popkultury i kultury. Mogę ją też zignorować i wykombinować coś absurdalnego… Dajmy na to wampiry, które nie tylko są wegetarianami, przez stulecie uczęszczającymi do szkoły, by gromadzić czapki absolwentów, ale też świecą w świetle dnia jak cacuszko z kryształkami Svarowskiego. I może nawet czytelnik kupi takie wampiry, któż wie czemu. Jako pisarz fantasy mam sporą swobodę, jeśli zdołam uczynić moją kreację wiarygodną i nie urągającą podstawowym zasadom prawdopodobieństwa, ujdzie mi to na sucho. Moje wampiry nie boją się krzyży, nie unikają czosnku, a ich serca biją. Jest nawet jeden, który z pewnych powodów może chodzić w świetle dnia (ale przysięgam, nie mieni się jak tania błyskotka!). Jak dotąd nikt nie podszedł do mnie i nie zarzucił, że wprowadzając ludzi w błąd jestem współodpowiedzialna, za młodych łowców wampirów, którzy pójdą polować bez niezbędnego wyposażenia w plecaku. A właściwe wyposażenie wedle naszych przodków wyglądało tak:

Przekopuję się przez książki różniaste, podania i folklor, encyklopedie demonów, aniołów, Stary Testament i mszały egzorcystów, baśnie ludowe, mitologie świata, opracowania religii najróżniejszych, zielniki, książki o magii, wierzeniach, cudach i schizmatach, chodziłam na zajęcia z folkloru i etnologii. Po co? Bo lubię. Kwerendy to jedna z najmilszych części pracy pisarza. Przynajmniej dla mnie.  Kilka lat temu, pisząc opowiadanie „Dzikie jabłka” przekopywałam się przez opracowania folklorystyczne, szukając piosenki ludowej, którą piąte przez dziesiąte pamiętałam z dzieciństwa. Nie znalazłam jej,  więc ją wymyśliłam, zrymowałam jak trzeba. I do dziś próbuję sobie przypomnieć, jak naprawdę brzmiała. Pisząc obecnie o egzorcyzmach sięgam po łaciński tekst egzorcyzmu katolickiego, choć nie zamierzam go wykorzystać i egzorcyzmy przeprowadzone przez demona muszą wyglądać inaczej niż te przeprowadzane przez namaszczonego przez Kościół Katolicki księdza – nawet jeśli cel podobny, założenia i metody działania są różne, to logiczne. Ale chcę wiedzieć, ciekawi mnie to ogromnie. Nawet jeśli w bibliotece na dość nieufne spojrzenie bibliotekarek wypada użyć tylko kultowej frazy Castle’a: my pisarze czytamy różne dziwne rzeczy.

Potęga wyobraźni jest ogromna i właściwie nieograniczona. A jednak, choć mogę sobie wykombinować stwora, który odpowiada za śmierć niemowląt, czy nie jest ciekawiej, jeśli sięgnę po Lamasztu, mezopotamską demonicę, która wykrada dzieci i karmi je własną piersią? Dla mnie jest. Lubię to w fantastyce, że wymyślając światy pisarze korzystają z mitologii, wierzeń ludowych, splatają własną wyobraźnię z tym, co było prawdą ludzi jeszcze kilka czy kilkaset pokoleń temu. Gdyby nie fantasy (powieści i filmy, seriale jak Supernatural czy Z Archiwum X) kto dziś jeszcze wiedziałby o wróżkach, czarnych i białych elfach, utopcach, wiedźmach i żywiołakach. Ile osób, nie sięgając po fantasy, wiedziało by czym są Rakszasy czy Ragnarok? I nie ma znaczenia, czy Loki w konkretnej powieści będzie przystojniakiem paktującym z aniołami, potężnym i przerażającym olbrzymem skąpanym w krwi, smutnym facetem, który żałuje, że przyłożył rękę do zabicia kumpli i teraz nie ma z kim wypić. Mitologie świata wypełnione są historiami i bohaterami, których możemy ukraść i dać im nowe życie. Opowieści, które kiedyś stanowiły podstawę różnych religii mają to do siebie, że zawierają jakąś prawdę o człowieku. O jego strachu, pragnieniach, konstrukcji. To też element, który lubię w fantasy: splatanie rzeczywistości, którą znamy z tym, co jest kreacją, ale też tym, co kiedyś uznawano za rzeczywistość, a dziś jest zbiorem historii czytanych tylko przez zapaleńców.

Gromadzę legendy, stwory, podania, wierzenia. Wpisuję je w notes, bo nigdy nie wiadomo, kiedy przyda się wiedza o tym, jak wyrysować sigilę czy jakimi ziołami odpędzić złe duchy. Wklejam sobie najróżniejsze zdjęcia i kserówki. Wynotowuję ciekawostki, imiona duchów, demonów czy aniołów, zapomniane dawno nocne strachy, upiory przypisane miejscom i zdarzeniom. Porównuję sobie różne wersje historii. Za jakiś czas może mój notes będzie równie bogaty jak notes Johna Winchestera. Może i nie poluję na strzygę, ale chcę wiedzieć jak taki stwór powstaje, co robi i czym się żywi, oraz dlaczego obcięcie głowy miało pomóc i czemu w „Dolinie Issy” pochowano kobietę twarzą do dołu  (swoją drogą, nasza strzyga i strzyga braci Winchester raczej nie są spokrewnione).

Gorący apel, jeśli w waszych gminnych/miejskich bibliotekach, na strychach domów, biblioteczkach po dziadku, posażnych skrzyniach praprababki znajdziecie ciekawe, stare księgi traktujące o niesamowitościach, dajcie znać. Nawet jeśli nie wsiądę w Impalę, nie odpalę „Highway to hell” i nie pomknę do was, nie troszcząc się o cenę benzyny, chętnie się dowiem, że alianci nie znaleźli wszystkiego i wspaniałe stare księgi znajdują się nie tylko w mieście Nazareth w stanie Pensylwania.

 Posted by at 14:07

  17 Responses to “Czego zazdroszczę Winchesterom?”

  1. Ależ trafiłaś znowu w mój gust! Ubóstwiam ten serial, dostrzegam wady, niejednokrotnie mnie irytował, ale i tak chłonę każdy odcinek, zżyłam się mocno z bohaterami i interesują mnie ich dalsze losy. Podoba mi się pojawiający się dość często makabryczny humor, aczkolwiek razi przesadnie emocjonalna mimika twarzy Sama. Ale cóż z tego, to Sam, więc i tak chłopaka lubię 😉
    Impala to jeden z moich ulubionych samochodów, w ogóle mam słabość do takiego typu starych amerykańskich aut :) Ale piosenka, która niezmiennie towarzyszy mi przy tym serialu, to http://www.youtube.com/watch?v=iQru7oCdYXA

    Wydaje mi się, że lwia część starych zbiorów braci, to jednak kolekcja Boba Singera oraz ich ojca, może sami też coś po drodze poza wizją zdążyli uzbierać. Wywiad informacyjny, który najczęściej przeprowadza Sam, opiera się w dość dużej mierze na internecie. Biblioteki miejskie jak najbardziej mają swój użytek, szczególnie przy wyszukiwaniu informacji o lokalnych legendach czy też przy przeglądaniu starych wycinków gazet. Takie odniosłam wrażenie.

    A teraz do sedna, bo przecież nie o tym ten wpis traktuje :)Jeśli chodzi o samą fantastykę, to myślę, że mogę się podpisać pod Twoją uwagą odnośnie tego, co jest w niej, zarówno dla nas jako odbiorców oraz autorów, najbardziej pociągające. Ta mnogość możliwości, kreacji świata, czerpanie garściami z bogatych kultur różnych narodowości oraz powoływanie bohaterów tych podań do życia, nadawanie im cech żywej i realnej istoty. To, że wszystko może być możliwe i może się zdarzyć, a czego nie może nam zaoferować realizm oraz nauka ścisła.

    Cudowne perspektywy.

    Fantastyka na długo pozostanie moją obsesją czytelniczą 😉

  2. A, zapomniałabym! Kumpela wiedząc o mojej obsesji na punkcie serialu dała mi cynk o nowym wpisie dziewczyn z przyczajonej logiki o Supernatural. Ubawiłam się setnie XD

  3. Hej Oksa, to zaczyna być nawet zabawne – wygląda na to, że dzielimy co najmniej kilka małych obsesji 😉 I chwała obsesjom, zamierzam je celebrować jak długo nie będzie ofiar w ludziach.
    Mnie zawsze serce się kraje jak oni przeglądają książki/gazety sprzed stu, stu iluś tam lat i w każdy miasteczku są takie zbiory: wciąż papierowe lub na mikrofilmach – wystarczy pomyśleć, że ogromna większość polskich bibliotek po IIWŚ budowała zbiory niemal od zera. Do doktoratu szukałam kilku numerów gazet (nie lokalnych gazetek, ale pism ogólnokrajowych) z lat 20. i 30. i wiem, jakie były z tym kłopoty.
    Blog dziewczyn znam – każdy kontakt z nim kończy się bólem brzucha i czkawką, dziewczyny są rewelacyjne!

  4. Nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiałam, chociaż czasem, kiedy widziałam jak przeglądają te stare mikrofilmy, to nachodziły mnie chwile zadumy i nostalgii nad możliwością tak dalekiego sięgnięcia wstecz do bezpośrednich źródeł – coś, co nasz kraj w wielu przypadkach utracił :(
    No i ten dom Bobby’ego – masa, masa książek, jakichś papirusów i rulonów, różne wersje starego testamentu (który swoją drogą jest dość ciekawy)… Ech, me gusta :)

    Ze względu m.in. na te wszystkie stare podania, gadżety itp. uwielbiam film „Constantine”. Razem ze wspaniałym aktorem XD

  5. Serialu z braćmi nie oglądam, ale na biblioteki narzekam. bo sama czytając książki, w których są opisy strzyg, upiorów i różnych Rakszasów lubię sięgnąć po jakieś źródła uboczne i czego się dodatkowo dowiedzieć. a dla przeciętnego czytelnika jest na tym polu posucha. więc takie biblioteki na jakie trafiają bracia też by we mnie zawiść wywołały – zawiść i głęboki smutek, że u nas tego nie ma. ale tak naprawdę, to myślę, że i tam nie jest tak różowo, a bogate księgozbiory w Pipidówku Mniejszym :-) stworzono po prostu na potrzeby filmu.

  6. Taaaa… wejść do biblioteki i znaleźć to, co się chciało – marzenie :-/
    Supernatural – oglądam na razie pierwszy sezon, zaczęłam odkąd przeczytałam na Przyczajonej logice ich analizę XD Bracia to ciacha, fabuła też niezła – żyć nie umierać XD

  7. Blair, druga połowa 2 sezonu, nie mogę się doczekać 4, bo tam pojawia się Casiel! Anioły rządzą 😉

  8. Jak dobrze, że można dzięki internetom trafić na ludzi, którzy są do nas tak podobni! Mogłabym podpisać się pod każdym słowem z tej notki, gdyby nie było to tak rażące naruszenie praw autorskich – od „Supernatural”, przez umiłowanie starych opraw, aż po „Przyczajoną logikę” i zaopatrzenie toruńskich bibliotek. Kto wie, może się kiedyś spotkamy pod regałem w dziale etnologów :)

    • może być choćby jutro w głównej i potencjalnie w książnicy, jeśli zdążę 😉 kwerendy do 6 tomu uważam za rozpoczęte

      • Jutro to może jeszcze nie, bo przebywam chwilowo na głębokiej prowincji, ale za to z pewnością na Coperniconie. Powodzenia z kwerendą, nic tak nie cieszy czytelnika, jak dobry research wykonany przez autora tekstu :).

  9. Kurde, świetna notka… ale popsułaś mi ją zdjęciem, bo teraz się ślinię i dopiero jak się zaślinię bardziej, to będę w stanie przeczytać jeszcze raz, nieogłuszona klatami braci! (Za to do winy się z dumą poczuwam, a co!)

 Leave a Reply

(required)

(required)

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>