Aneta Jadowska – Czysta robota po brudnej robocie

 

How to take clomid for twins

http://kokinetics.com/turinabol-cycle-gains Turinabol cycle gains

http://www.giftcards.sugarlandmall.com/testosterone-undecanoate-blood-levels Testosterone undecanoate blood levels

Masteron propionate winstrol

http://jedaware.com/tren-cycle-cardio Tren cycle cardio

Boldenone 200 price in india

http://www.gestiona.es/how-to-treat-low-testosterone How to treat low testosterone

Allergic to testosterone injection

Risk of testosterone supplements

Booster son taux de testosterone

Liquid clen overdose

http://www.giftcards.sugarlandmall.com/winstrol-cycle-schedule Winstrol cycle schedule

http://lindasfinefoods.com/trenbolone-enanthate-effective-dose Trenbolone enanthate effective dose

http://historyarticles.com/oxymetholone-50-nedir Oxymetholone 50 nedir

Trenbolone acetate cycle results

http://kenwoodliquors.com/trenbolone-acetate-keifei Trenbolone acetate keifei

http://steroidsbesthgh.com/clomid-for-men-striae_jm/ Clomid for men striae

– Jesteś Likwidatorem? – wydukał.

– Nie, wróżką zębuszką – znów zachichotała.

Pokręcił głową z niedowierzaniem. Miała nie więcej niż metr pięćdziesiąt, nieco pulchne ciało i siwe włosy ułożone w zwarte loczki wokół głowy. Wyglądała na sześćdziesiąt, może siedemdziesiąt lat. Wyglądała jak kobieta, z którą bez wahania zostawiłby swoje szczenięta, której odruchowo zaproponowałby pomoc z niesieniem zakupów… Ona miałaby być tym groźnym Likwidatorem, przed którym ostrzegała go Dora?

– Możesz mi mówić Babcia, wszyscy tak robią – uśmiechnęła się stawiając solidny kuferek na stole. – Namiestniczka mówiła, że masz tu jakiś poważny kłopot i mało czasu, by się z nim uporać, więc albo zabieramy się do roboty, albo będziesz stał tak i na mnie spoglądał do rana chłopcze, ale to raczej nie rozwiąże sprawy, prawda?

Otrząsnął się. Wprowadził ją do pokoju niepewny jak zareaguje. Spodziewał się krzyków czy omdlenia, ale ona chłodno oceniała szkody.

– Oj chłopcy, na przyszłość rozłóżcie chociaż folię na tapicerce, tak ciężko usunąć plamy z zamszu… A przy przemeblowaniu pomyślcie o meblach z Ikei, zdejmowane pokrowce, które można wrzucić do pralki to prawdziwe błogosławieństwo w takich sytuacjach. Ile jest ciał?

– Dwa.

– Dobrze, zaczniemy od nich. Chłopcze, podaj mi z kufra piłę i worki, te zielone do bioodpadów…

Borys posłusznie wypełniał jej polecenia, choć od dekad nie słuchał nikogo. Podał jej worki, a ona sprawnie rozłożyła je na podłodze. Kremowy sweter i brązowe spodnie zniknęły pod fartuchem, podobnym do tych, jakie noszą chirurdzy podczas operacji, ale czerwonym w białe groszki. Siwe loczki zniknęły pod chusteczką w kwiaty. Strój dopełniła różowymi, gumowymi rękawicami sięgającymi do łokci.

– Cóż, najlepiej rozczłonkować zwłoki, łatwiej się ich pozbędziemy, a zdaje się na tym zależy tobie i Dorze?

– Tak.

Staruszka bez słowa wskazała pierwsze ciało. Borys i Jędrzej dźwignęli je na rozłożony arkusz folii. Babcia bez zbędnych słów wyjaśnień przystąpiła do pracy. Sprawność z jaką rozdzielała stawy kolanowy i biodrowy oszołomiła Borysa. Miała wprawę i coś mu mówiło, że nie brała się ona z ćwiczeń na drobiu podczas niedzielnych obiadków, choć, widząc precyzję jej ruchów, był pewien, że potrafiła porcjować kurczaka w mniej niż minutę. Nawet nie mrugnęła, gdy kości pękały z trzaskiem a ciało z miękkim plaskiem lądowało w worku.

– Gdybyście robili to sami, starajcie się rozdzielać stawy i nie łamać kości, plamy ze szpiku są tłuste i dość trudne do usunięcia – mruczała.

Borys bez słowa przytaknął, nie mogąc się nadziwić jej specyficznemu postrzeganiu świata. Zabijał wielokrotnie, nie zostaje się alfą za ogładę towarzyską, ale czy kiedykolwiek tak na chłodno planował zabójstwo pod kątem plam i bałaganu?

– Jeśli zakopujecie ciało w lesie, pamiętajcie by używać worków do bioodpadów, nie ma powodów, by zaśmiecać naszą matkę ziemię bardziej, niż to konieczne – radziła dalej słodkim głosem.

Borys starał się zachować powagę. Może powinna napisać poradnik dotyczący zabijania, pozbywania się zwłok i sprzątania po krwawych jatkach? Byłby to bez wątpienia bestseller. Sam by go kupi, dla siebie i w prezencie dla kumpli. Oszczędziliby sobie dzięki temu niejednej awantury małżeńskiej.

Kwadrans później zajęła się kolejnym ciałem, równie precyzyjnie siekając je na poręczne kawałki, ładując do worka i zawiązując go mocną taśmą. Była skupiona i pogodna, raz tylko sapnęła niecierpliwie, kiedy staw biodrowy stawiał opór i musiała całym ciężarem ciała naprzeć, by główka stawu wyskoczyła z panewki. Krew wsiąkała w stery papierowych ręczników, spływała na foliowy podkład, ale jakby za sprawą magii trzymała się z dala od twarzy staruszki czy nogawek jej spodni. Mimo masakry dookoła nie straciła na schludności.

– Możesz je zabrać chłopcze, ale wróć szybko, każda ręka się przyda, by sprzątnąć ten bałagan. – Uśmiechnęła się do Jędrzeja wciskając mu w dłoń wypchany worek. Musiał ważyć jakieś osiemdziesiąt kilo, ale ona nawet nie stęknęła. Borys zaczął zastanawiać się na ile jej ciało jest iluzją skrywającą coś wielkiego i paskudnego, ale nie wyczuwał napięcia powietrza charakterystycznego dla zaklęć i magii. Obiecał sobie w duchu, że wypyta o to Dorę.

– Ostatnim razem to siedziba Romana była w tak opłakanym stanie. Słowo daję chłopcy, wampiry czy wilki, wszyscy jesteście tacy niechlujni, jeśli idzie o zabijanie… Kobiety zwykle posługują się schludniejszymi metodami, bo wiedzą, że później będą miały bałagan do sprzątnięcia… Co jest złego w truciznach? Są takie czyściutkie… albo uduszenie… Ale nie, wy zawsze musicie robić krwawą łaźnię… Wiecie, że gorzej od krwi spiera się tylko czerwone wino? Ale o tym jakoś nigdy nie pamiętacie przed faktem – westchnęła ciężko zwijając foliową płachtę i upychając ją do kolejnego worka.

Jędrzej wyniósł worki do garażu, a tymczasem Babcia zdjęła zakrwawioną parę rękawic i założyła nowe, tym razem żółte, wykończone futerkiem w lamparci wzorek. Z kufra wyciągała kolejne pojemniki z detergentami, szczotki i szmatki. Rozkładała wszystko na blacie z miną chirurga szykującego się do operacji. Uniosła głowę i krytycznym okiem rozejrzała się po zniszczeniach. Kałuże krwi na podłodze nie poruszały jej, ale widok plam na dywanie i kanapie wywołał zmarszczenie perkatego nosa.

– Następnym razem, chłopcy, jeszcze zanim przyjadę plamy z krwi posypcie solą.

– To były wilki, nie magiczni – powiedział Borys.

– Kochanieńki, sól nie tylko rozbraja magię ale też pomaga usuwać plamy, zapamiętaj sobie, sól i zimna woda… – Uśmiechnęła się ciepło wręczając mu butelkę ze spryskiwaczem i frotową szmatę. – Bądź tak miły i zajmij się podłogą, terakotą, nie dywanem, bo on wymaga specjalnego środka.

Borys, który nigdy sam nie sprzątał, bo miał od tego ludzi, nie mógł odmówić babci. Mówiła tonem nie znoszącym sprzeciwu. Przypomniała mu się jego własna babcia wpychająca mu między zęby łyżkę z tranem. Westchnął i opadł na kolana przy największej plamie krwi i zaczął ją wycierać.

– Znajdź jakąś miednicę, tę ścierkę trzeba często płukać a jeśli będziesz biegał do łazienki zachlapiesz podłogę.

– Tak, proszę pani – mruknął niechętnie, ale gdy spojrzała na niego spod zmarszczonych brwi czym prędzej wstał i poszedł do łazienki poszukać miednicy.

Zanim babcia nie zacznie sprzątać jego zwłok.

Gdy wrócił, zastał Jędrzeja pucującego szklany stolik. Chłopak kulił się bardziej niż kiedy on, jego alfa, wydawał mu polecenia. Czyżby próbował dyskutować z babcią? Stała nad nim i kontrolowała, czy jest dość staranny, palcem wskazywała niedociągnięcia i krople, które uszły uwadze młodego wilka. Borys zachichotał pod nosem, ale widząc chłodne spojrzenie babci opadł na kolana i skrupulatnie szorował podłogę.

– Fugi wyczyść szczotką, chłopcze – rzuciła w jego stronę rzeczone narzędzie – i odsuń kanapę, nie chcesz, by twoja żona znalazła tam zaschnięte ślady za kilka tygodni, prawda?

– Nie chcę.

– Jędrzej, użyj preparatu z octem, powierzchnie szklane ładnie od niego błyszczą. Zejdą też te koszmarne ślady po butelkach, doprawdy chłopcy, po to wymyślono korkowe podkładki, by nie brudzić stołu.
Pomrukując pod nosem posypywała kanapę i dywan solą, by później potraktować je bielutkimi mydlinami roztaczającymi około różany zapach. Pracowała z zapałem, zapierała plamy, przepłukiwała je czystą wodą, aż nie został żaden krwawy ślad.

– Znakomicie… Do rana przeschnie, nie będzie śladu – poklepała zadowolona oparcie jasnej kanapy. Rozległe rozbryzgi na ścianach zajęły jej kilka minut, bez słowa skinęła na Borysa, gdy nie mogła dosięgnąć do kilku kropel. Z uznaniem pogratulowała mu wyboru porządnej farby silikonowej odpornej na zmywanie wodą i detergentem. Borys pokiwał głową, choć kupując ją kierował się raczej kolorem, który spodobał się Ksenii, a nie tym, że była przyjazna dla zacierających ślady po dwóch zabójstwach. Zaczynał się zastanawiać, jak Babcia urządziła swój dom. Może w podłodze miała zamontowane odpływy, by w razie czego można było użyć szlaucha?

Jędrzej pozbierał nasiąknięte krwią papierowe ręczniki i szmaty do worka a babcia poklepała go po ramieniu wyraźnie zadowolona z jego inicjatywy. Obiegła okiem pomieszczenie, przetarła kilka powierzchni preparatem jej własnej produkcji (jak wyjaśniła, nie pytana, był to boraks, sodka i ocet, całkowicie ekologiczna i niedroga alternatywa dla detergentów) i z zadowoleniem pokiwała głową.

– Znakomicie chłopcy, to wszystko. Gdy pozbędziecie się ciał, nie będzie śladu po tym, co się tu wydarzyło. Ocet i alkohol rozłożył nie tylko DNA, ale też ślady krwi, pokój przeszedłby nawet policyjny nalot z luminalem. Tylko wywietrzcie pokój, zapach wybielacza kręci w nosie – oświadczyła. Gdy zdjęła fartuch ze zdziwieniem zauważył, że wyglądała równie schludnie, jak trzy godziny temu, gdy pojawiła się na jego progu. – Ubrania najlepiej spalcie, plamy z jasnego dżinsu nigdy nie schodzą zupełnie.

Spojrzeli na siebie z bladym uśmiechem. Pokój wyglądał idealnie, oni nadal wyglądali jak uczestnicy krwawej masakry.

– Ile jestem winien? – zapytał Borys sięgając po portfel.

Wymieniła kwotę od której lekko zakręciło mu się w głowie, ale, cholera, była warta każdej złotówki. Wręczył jej pieniądze i zdusił śmiech, gdy zobaczył, że wsuwa zwitek za stanik. Puściła mu oko rozwiązując chusteczkę chroniącą jej elegancką trwałą.

– No, czas na mnie, za góra dwie godziny obudzą się moje wnuki. Ach i nie wspominajcie czasem o tym, co tu robiliśmy. Obiecałam córce, że przejdę na emeryturę, ale przecież nie mogłam odmówić Namiestniczce, prawda? Zwłaszcza, gdy wyjaśniła mi, że trzeba ratować twoje małżeństwo, chłopcze – uśmiechnęła się szelmowsko i zapakowała wszystkie buteleczki i szczotki do kuferka. – Zadbaj o siebie wilku, widać, że nie sypiasz regularnie… Te cienie pod oczami same nie znikną. Mniej kawy więcej warzyw, zawsze to powtarzam mojemu zięciowi.

– Dziękuję, nie wiem, co zrobiłbym bez ciebie…

– Och, jeszcze więcej bałaganu, jak zwykle. Mój mąż był taki sam, właśnie dlatego założyłam firmę sprzątającą…

Borys wpuścił Ksenię do domu i ucałował policzek, który nadstawiła. Świeżo wykąpany i ubrany w czyste ciuchy liczył, że nawet na myśl jej nie przyjdzie, co robił pod jej nieobecność. Jędrzej wywiózł zakrwawione ubrania i zwłoki do lasu.

– Cudownie być w domu, kochanie, kocham moją siostrę i jej dzieci, ale w dużych dawkach są naprawdę zbyt głośne, jeszcze dzień i musiałabym je zamordować, tylko co bym zrobiła z ciałami? – zachichotała odstawiając walizkę. – Tęskniłeś za mną choć troszkę?

– Oczywiście, kochanie – uśmiechnął się czule i objął swoją żonę.

Może była lżejsza o połowę i niższa o głowę, ale nie naraziłby jej się dobrowolnie, nawet za cenę pozycji alfy w stadzie.

Wkroczyła do salonu z cichutkim stukotem obcasów.

– Och, sprzątałeś?

– Tak… wiesz, nie mogłem sobie znaleźć miejsca bez ciebie…

– Jesteś kochany, dawno nie było tu ta czysto, może powinnam częściej wyjeżdżać? – mrugnęła figlarnie przejeżdżając dłonią po oparciu kanapy. – Och, jak ci się udało pozbyć plamy z kawy? Próbowałam wszystkiego…

– Stary przepis Babci, roztwór boraksu i kwasku cytrynowego – mruknął.

– Niesamowite!

Uśmiechnął się pod nosem. Tak, niesamowite. Zdecydowanie miał dług u Dory, jeśli Ksenia nic tu nie wywąchała, nawet policyjne psy nie złapałyby tropu.

 

  22 Responses to “Aneta Jadowska – Czysta robota po brudnej robocie”

  1. Ale niespodzianka.
    Skąd bierzesz takie pomysły? I kim jest ta Babcia? Czy dowiemy się tego kiedyś?
    Swoją drogą – to opowiadanie powinien każdy mąż przeczytać – będzie wiedział, że sprzątanie jest bardzo ważne. :-)

  2. Mam wrażenie, że natchnienie miało coś wspólnego z Perfekcyjną Panią Domu. Od razu mi się tak jakoś skojarzyło. Zaznaczam, że polskiej wersji programu nie oglądałam tylko angielską.

  3. A ja ciekawa jestem co by się stało, gdyby ktoś się Babci naraził XD

    I czemu ona nazywa Dorę „Namiestniczką”? O_o

  4. Macie rację z Perfekcyjną Panią Domu, nie widziałam polskiej, ale angielska Anthea Turner była naprawdę zabawna. Podejrzewam, że polska już nie jest sądząc po jej wypowiedziach medialnych.
    Zawsze zastanawiałam się kto to wszystko posprząta, kiedy widziałam w filmie jakąś totalną masakrę. Więc znalazłam odpowiedź 😉
    Co do Namiestniczki nie ma tu wielkiego spojlera, bo to coś, czego się dowiadujemy na bodajże 2 stronie Bogów i jest to naturalną konsekwencją końcówki Złodzieja 😉

  5. Świetna postać, już uwielbiam Babcię. Mam nadzieję, że pojawi się jeszcze w którymś z tomów.
    Oprócz zmysłu pisarskiego masz jeszcze super poczucie humoru, a gumowe rękawiczki z futerkiem na brzegach kupuję dla śmiechu mężowi, który jest moją osobistą zmywarką do naczyń 😉

  6. […] Aneta Jadowska – Czysta robota po brudnej robocie […]

  7. Opowiadanie świetne, Babcia… powala 😉
    Mam tylko jedno pytanko – skąd ten Borys? W opowiadaniu pisze, że jest alfą i przyjacielem Dory, a w obu książkach jako alfy pojawili się chyba tylko Bruno i Olaf. Borys to poprzednik Olafa w Gdyni czy ktoś zupełnie inny?

  8. Po przeczytaniu tego opowiadania zaczynam sprzątać jeśli babcia mnie o to poprosi. Ooooo tak.

  9. Brawo, brawo. Dobra jak zwykle. Babcia jest w „dechę”. Moja też była perfekcjonistką, więc podejrzewam, że ta jest spod znaku Wagi :)
    Czekam na kolejne opowiadania.

  10. Więc mówisz, że po takim potraktowaniu krwi, nie znajdą śladów nawet technicy policyjni? Dobrze wiedzieć 😉 a podobno fantastyka nie edukuje 😉

    • :) cóż, na zmylenie techników są różne sposoby, pamiętam jak popłakałam się ze śmiechu czytając o facecie, który całą zakrwawioną podłogę umył, a potem równo przetarł sokiem z ziemniaków – skrobia ziemniaczana daje pozytywny wynik przy teście luminolem – wyobraź sobie minę techników, gdy całe pomieszczenie zaczęło im świecić jak główny deptak w Vegas :)

  11. Czy to opowiadanie na prawdę nie skojarzyło się nikomu z Pulp Fiction i wielkim sprzątaniem ciała z samochodu? 😀 mi nasuwa się od razu :)

    • Ależ słuszne skojarzenie :) Uwielbiam „Pulp fiction”. Plus w „SoA” była świetna scena, kiedy czyściciela grał Stephen King :) Ja stworzyłam Babcię, bo wiadomo, że nikt nie wie tyle o sprzątaniu i usuwaniu plam, jak babcie, grzechem byłoby nie wykorzystać tej wiedzy :)

  12. A czy w Pulp fiction czyściciel nie nazywał się przypadkiem Wolf? 😉

  13. Zastanawiam się czy ten Borys to brat Bruna? Tylko w tym przypadku nie zgadza mi się imię żony…

  14. To jak się naprawdę żona Borysa nazywa Sonia czy Ksenia ? A może obejmując stado w Thornie przy okazji żonę zmienił na nowy model ?????

  15. Poprawione, opko pisane przed 6 tomem, zanim zauważyłam, że Sonię już mam w innym miejscu i pojawia się też w 6 tomie. Czujni jak zawsze.

  16. I love these aritelcs. How many words can a wordsmith smith?

  17. Ja, fysj! Stakkars jente!!! Dette burde også fungere som et tankekors for normale jenter. Modeller er lever ikke normalt (og langt fra optimalt)! Håper det er flere der ute som tenker som meg!

 Leave a Reply

(required)

(required)

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>