Fangirling w pełnej krasie, czyli co musi mieć bohater, by zaiskrzyło

Dzisiejszy wpis zainspirowany jest przypadkiem klinicznym fangirlingu, z którym ostatnio mam dość dużo do czynienia. Obserwuję i staram się nie chichotać, pamiętając, że i mnie nie raz dopadło to zgubne zjawisko. Oto 25 letnia kobieta, inteligentna i zabawna, z dystansem do życia i siebie wystarczającym, by uznać żałosność swojego zauroczenia wyznaje ze skruchą, że nie mija, że się nasila i chyba oszaleje. Właśnie przygotowuje ołtarzyk.

(Poniżej zamieszczam zdjęcie, dzięki któremu a)przetrwa kolejne akapity, nie zaglądając na Tumblra b) jasnym stanie się, że jej obsesja nie jest nieuzasadniona, c)będzie na czym oko zawiesić)


Fangirling to szczególny stan pobudzenia emocjonalnego, estetycznego, co nie wyczerpuje zjawiska, ale chyba większość z nas ma na koncie choć jedne totalny fan girl crush i to na długo po wyrośnięciu z warkoczyków i białych rajstopek, więc nie trzeba wiele pisać.
Porozmawiajmy o przedmiocie owego uczucia. Loki, bohater filmów Thor i Avengers. Dzięki dziewczynie, nazwijmy ją K., poznałam światowy fenomen armii Lokiego – milion kobiet na całym świecie zostawia w sieci świadectwo swojego zauroczenia. W obu filmach nie brakowało bohaterów pięknych, silnych i pozytywnych. Ale to Loki ostatecznie wygrał z braciszkiem i całą paczką Avengersów. Jak do tego doszło? Moim zdaniem nie chodzi tylko o pociąg do złych chłopców (choć przyznaję, że to silny wabik), ale o samą konstrukcję bohatera. Skomplikowana tożsamość, przemiana, tragizm człowieka, który musi ponownie zdefiniować siebie i swoją lojalność, walczący o miłość i uznanie ojca, gotowy spalić świat do fundamentów, byle Odyn poczuł dumę. Błyskotliwy, twardy, ale nie gubiący nawet na chwilę serca, wrażliwego, może nawet za bardzo. Skomplikowany, znacznie bardziej niż płaski Thor, którego przemiana jest tak wiarygodna, jak zapewnienia modelek, że nałogowo opychają się fast foodami, ale geny pozwalają im zachować niedowagę.
Ile razy czytałyście książkę tylko dla jednej, nie zawsze pierwszoplanowej postaci? Ostatnio czytałam nieświętą serię Stacii Kane. Nie znoszę Chess, jako pierwszoplanowa bohaterka doprowadza mnie do białej gorączki. Gdyby nie Terrible nie czytałabym kolejnych tomów. Terrible jest postacią, która w każdej książce ma zaledwie kilka scen. Niewiele mówi. Wielki, przerażający, groźny facet obijający pyski zawodowo. Wydaje się być, na pierwszy rzut oka, zimnym terminatorem, bez sumienia, bez emocji. Tym bardziej fascynowały mnie szczegóły, które wynikały podczas fabuły. Całkiem jakby miał drugie życie, o którym nie wiedziała ulica. Chess miała swoje tajemnice, ale to historia chłopca, który uczył się czytać, by zaglądać w dekolt kobiecie, która się nim opiekowała, kochającego samoloty, czytającego po cichu historyczne książki sprzed dyktatury Kościoła, kochającego małą dziewczynkę, która była jego córką, choć nigdy miała o tym nie wiedzieć. Terrible jest złożony, skomplikowany, zmusza do zadawania pytań, tym więcej, że tak niewiele był gotów o sobie mówić.
Pisanie serii pociąga mnie właśnie dlatego, że bohaterowie mogą się zmieniać, przeobrażać, dowiadujemy się więcej i więcej, nagle może się okazać, że myliliśmy się w swojej ocenie, bo nowe okoliczności pokazują nam zupełnie inne oblicze bohatera. Niektóre serie rozciągnięte są w czasie, inne tomy czasowo są zwięzłe. Ale to nie ma znaczenia. Czas nie jest głównym czynnikiem wpływającym na postaci. Odwijamy je, jako czytelnicy, warstwa po warstwie. Jeśli są dobrze napisane, pod pierwsza warstwą będzie kolejna, i jeszcze jedna, a my z nadzieją, na rozwikłanie tajemnicy, będziemy drążyć. Kiepskie postaci są jak czekoladowy mikołaj: złotko, cienka warstwa czekolady i pustka pod nią. Niby słodko, ale to nie to.
Nie lubię bohaterów jednowymiarowych. Zbyt idealnych albo zbyt jednoznacznie złych. Nie wierzę w czyste zło. Ani czyste dobro. Wierzę w odcienie szarości. Niejednoznaczności. Lubię postaci skomplikowane, z historią, z tajemnicą, z czymś, co na pierwszy rzut oka jest nieracjonalne – bo ludzie nie są racjonalni. To znaczy myślą, że są, ale naprawdę nasze działania są motywowane niemal wszystkim, poza zdrowym rozsądkiem. Dopiero po fakcie zaczynamy racjonalizować. Próbujemy racjonalizować nawet rzeczy nieracjonalne. Obserwuję jak K. racjonalizuje swój fan girl mode i rozczula mnie ta walka o zachowanie statusu dorosłej, rozsądnej kobiety. Całkowicie ją rozumiem i staram się wspierać w chwilach zwątpienia we własne zdrowie psychiczne.

Przyznajcie się moje drogie (i wy chłopcy, którzy kiwacie głowami z lekkim politowaniem na fangirling, bo niby was nie dotyczy), którzy bohaterowie literaccy poruszyli, zapadli w pamięć, nieracjonalnie, intensywnie i wstydliwie? Wystarczy wpaść na jakiekolwiek forum literackie, by znaleźć setki wpisów o facetach z kart powieści. Nawet blady i nijaki (w moim odczuciu) Edward Cullen doczekał się gigantycznego fan girl domu. Niezbadane są ścieżki kobiecych umysłów. Nie jestem próżna ani przewrażliwiona (jeszcze, poczekajcie, aż po 20 książce odbije mi sodówka i będę przypadkiem klinicznym!), więc bez skrępowania możecie komentować twory innych twórców, a co tam, robimy ranking najciekawszych facetów z kart powieści?

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

21 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Popularne
Inline Feedbacks
View all comments
tesska
tesska
10 lat temu

Loki oczywiście! <3 Ćwiekowy Loki 😀

Issay
Issay
10 lat temu

Pozwolę sobie na maluśkie rozszerzenie – fangirls Lokiego (tego filmowego – punkcik dla niego proszę!) to w większości jednocześnie trzon 'fanbase’ Toma Hiddlestona. I to trzon upiornie wręcz zorganizowany, zdolny do hamowania niezdrowych zapędów i troszku nadwrażliwy (histeria tumblrowa po tym, jak pojawiły się w Sieci prywatne zdjęcia aktora z profilu na FB na który włamała się jakaś stuknięta fanka, to coś, co mnie zaskoczyło – a mam z fandomami styczność od dawna). W pełni zgadzam się z tym, że Loki ma wszystko co potrzeba, żeby pociągnąć za sobą piszczące fanki. I chwała Marvelowi, że Hiddleston podpisał kontrakt na sześć… Czytaj więcej »

Kometa
Kometa
Admin
Reply to  Issay
10 lat temu

Och! *_* Ty mnie rooooozumiesz! Jak to dobrze, bo już się serio zaczynałam martwić, że przyjdzie mi uschnąć w samotności xD

Issay
Issay
Reply to  Kometa
10 lat temu
tesska
tesska
Reply to  Issay
10 lat temu

Też mam właśnie fazę fangirlizmu na Lokiego z Avengersów… ale jednak prawdziwa miłość może być jedna. No, a w tym wypadku dotyczy jego imiennika 😀

Kometa
Kometa
Admin
10 lat temu

Issay ma dużo racji – to nie tyle Loki co aktor – Tom po prostu miażdży, nie mam się jak bronić. Loki to tylko jedna z jego twarzy. Co do Ćwiekowego Lokiego to bardzo go lubię, dostarczył mi swego czasu wiele rozrywki, ale jednak to nie to. Jeśli miałabym wskazywać moich literackich ulubieńców to od lat jestem wierna Biafrze z Achai oraz Enderowi wykreowanemu przez Orsona Scotta Carda.

Vrolok
Vrolok
10 lat temu

Ostatnio – pieję nad geniuszem Jima Moriarty z serialu „Sherlock”. Tego konkretnego Moriarty, bo ten z filmów z Downeyem mi się nie podobał. A książek nie czytałam (jeszcze). Ale Jim…! Jim wymiata! To, jak został wykreowany przez scenarzystę i aktora, jaką on jest genialną postacią, szalonym geniuszem zbrodni! <>. A oprócz Jima mam jeszcze kilka takich postaci. Np. Klaus i Elijah z „Pamiętników wampirów”. Ale nad nimi nie pieję i nie piałam aż tak, jak nad Moriartym. 😉 Podziwiam też Mordimera Madderdina Piekary. Żeby nie było, że nic nie czytam. ;P I bywało, że piałam nad Vandemarem i Croupem z… Czytaj więcej »

Lena
Lena
10 lat temu

Wszyscy kochamy czarne charaktery! Kiedy popularny był Harry Potter uwielbiałam Draco Malfoy’a (cóż, muszę przyznać, że uwielbiam nadal), w przypadku Gry o Tron moje serce skradł Viserys Targaryen. Loki zawrócił mi w głowie tak bardzo, że skończyło się na szyciu cosplay’u jego żeńskiej wersji. Powoli oglądam filmy i seriale z Hiddlestonem, Twittera i Facebooka już dawno śledzę, i muszę przyznać, że słuchając jego „song of the day” odkryłam kilka dobrych zespołów (fangirling się opłaca!). Mimo wszytkich „ohów i ahów” w stronę Toma i granego przez niego Lokiego punkcik przyznaję Lokiemu Ćwiekowemu (chłopak ma coś w sobie paląc Lucky Strike’i na… Czytaj więcej »

goti
goti
10 lat temu

Pomurnik z książek Sapka to jest mój numer jeden. Genialna postać. A Loki jest słodko uroczy, jego minki mnie rozbrajają.

reivan
reivan
10 lat temu

To ja poprosze jednego Lestata od Ryżowej na wynos. I Lokiego Ćwiekowego też. I Severusa. I jeszcze… Czy ja jestem zbyt zachłanna? Chciałabym cały harem.

Kometa
Kometa
Admin
10 lat temu

Harem brzmi nieźle 😀 Choć ja obecnie mam bardzo monogamiczne zapędy, ale przecież wszystko dla ludzi xD

reivan
reivan
10 lat temu

Przypomniał mi się jeszcze Asmodeusz w wersji od Pani Kossakowskiej. Zgniły Chłopiec to jest to!

krezka
krezka
10 lat temu

Damon z „Pamiętników wampirów”, zdecydowanie! Czyli Ian Somerhalder, słodki i uroczy drań; na jego widok zbyt często razem z siostrą reagujemy westchnięciami i piskami 😉

trackback
Popmoderna » Być jak lady Jane, a może Doktor Who?
10 lat temu

[…] nie tylko chęć dzielenia się wrażeniami w postaci wymiany postów na forum. Zjawisko fangirlingu obserwujemy w odniesieniu do brytyjskich seriali, a konkretnie – aktorów występujących w tych […]

Trickstress
Trickstress
9 lat temu

Temat stary, ale co tam też się dopiszę 😉
Artykuł naprawdę trafia w sedno zjawiska – pogratulować autorce 🙂
Oczywiście – z mojej strony – również głos na filmowego Lokiego.
A z postaci książkowych – Jarlaxle z serii o Drizzcie (i trylogii „Najemnicy”) autorstwa R.A. Salvatore.

Dilaila
Dilaila
8 lat temu

Styxx i Zarek z serii Dark-Hunter, Sherrilyn Kenyon. Styxx jest prawdziwym dupkiem, dopóki nie przeczyta się książki, w której on jest głównym bohaterem, czyli „Styxx”. Wtedy dopiero widać jakie piekło przeszedł, nawet gorsze niż jego bliźniak Acheron, dzięki któremu zaczynamy nienawidzić biednego Styxxa, a co wydaje się już prawie nie możliwe dzięki pomysłowości Pani Kenyon. Zarek od początku wydaje się być zimnym psychopatą, który zabija dla zabawy, ale jednak coś do niego ciągnie. Dopiero w „Tańcu z Diabłem” widać, że nie taki diabeł, ee.. mroczny łowca, straszny jakim go koledzy po fachu i Artie piszą.

Jada
Jada
Reply to  Dilaila
8 lat temu

Zerek jest fajny 🙂 a Kenyon jest mistrzynią w wymyślaniu tak spieprzonych życiorysów, że jej bohaterowie są tylko warcząco-wredni, a gdzieś w środku jednak zostaje coś do kochania. Jej książki to moja klasyczna guilty pleasure na naprawdę pluchowato-chandryczne dni, szkoda, że po polsku oficjalnie tylko ułamek wyszedł, ale tak pleasure nieco mniej guilty, jak sobie podciągam to pod „ćwiczenia językowe, skoro w ingliszu” 😀

I'm Loki of Asgard
I'm Loki of Asgard
6 lat temu

Na artykuł trafiłam przypadkiem, przeglądając czeluście internetu.
Mogę śmiało stwierdzić, że nie potrzebna była mu ta amia chitauri w The Avengers. Po premierze Thor’a Loki doczekał się trzy razy więcej Fangirls niż tytułowy bohater. Ze swoją Loki’s Army mógłby z nimi podbić świat. Avengers na sam widok tego, zapewne „wściekłego tłumu” wyręczyli by Loki’ego i sami powybijali okna w Stark Tower.