Kolacja na cztery ręce i osiem kolan

Gdybym miała zaprosić trzy dowolne osoby (realne lub fikcyjne) na kolację, spożyłabym zapewne znakomity posiłek w towarzystwie Hannibala Lectera, Nathana Filliona i Jakuba Ćwieka. Ten ostatni nie dlatego, że tak nierealne byłoby spożycie z nim kolacji poza sferą fantazji, ale dlatego, że nigdy by mi nie wybaczył, gdyby nie dostał zaproszenia na kolację z Fillionem… I lepiej by to docenił i zachowywał się jak należy, bo na tym krześle mógł siedzieć Stephen King! Czytaj dalej Kolacja na cztery ręce i osiem kolan

Pyrkon, cz. 3., czyli gdzie diabeł nie może tam Jadowska…

Program był niesamowicie obszerny. Totalne szaleństwo. Jeszcze w domu próbowałam to wszystko sobie jakoś zaplanować. W kwestii punktów programu jestem jak dzielna zbieraczka pokemonów – chcę mieć je wszystkie. Lubię słuchać ludzi, którzy dzielą się swoją pasją, a nuż mnie nią zarażą? Bywało już tak więcej razy niż mogę zliczyć. Czytaj dalej Pyrkon, cz. 3., czyli gdzie diabeł nie może tam Jadowska…

Pyrkon, czyli zaawansowana nerdoza, exempla cudnej urody. (Odcinek 2)

Konwent to Ludzie. Oczywiście to też wszystko inne, atrakcji nieskończona ilość, ale bez ludzi, zabawa byłaby taka, jak n a oglądaniu przez 3 dni ciągiem kablówki nie ruszając się z kanapy. Dobrze, zdarzało się więcej niż raz, ale bez szału. Spotkanie z 1) dawno nie widzianymi przyjaciółmi, 2) znajomymi widzianymi po raz pierwszy (choć licząc miesiące spędzone wspólnie w Internecie, to już prawie małżeństwo), 3) nowymi ludźmi, którzy mają szansę zaliczyć grupę 1 lub 2, a także całą resztą, w tym także z wariatami, których wspomnienie wyciśnie uśmiech o 3 nad ranem, podczas oczekiwania na pociąg. Wariaci są niezbędni dla kolorytu, plus tu są NASI wariaci, a nie jakieś pierwsze lepsze barachło z poprzestawianymi klepkami. Czytaj dalej Pyrkon, czyli zaawansowana nerdoza, exempla cudnej urody. (Odcinek 2)

Pamiętnik znaleziony w windzie, czyli pyrkonowa epopeja w odcinkach. Odcinek 1

Jak zdać relację z Pyrkonu? Wróciłam i co i rusz ktoś pyta: i jak było, podobało ci się? Opowiadaj (za 3 minuty mam autobus, więc mamy czas)! Cóż… To jak pytać Alicję po powrocie z Krainy czarów „widziałaś tam coś niezwykłego?”, albo prosić Deana Winchestera, by w pięciu zdaniach opisał wrażenia z piekła (w kwestii intensywności, nie pokrewieństwa doświadczeń)… Czytaj dalej Pamiętnik znaleziony w windzie, czyli pyrkonowa epopeja w odcinkach. Odcinek 1

Pociąg z szajbą i love story

Naprawdę lubię jeździć pociągiem. O ile nie trafię akurat na strajk kolei, ale to zdarzyło się jak dotąd raz… właściwie trzy razy, ale kto by liczył. Lubię stukot, który ma rytm sprzyjający wymyślaniu historii. Każda podróż to jakiś pomysł, który kiełkować zaczyna już gdzieś między Toruniem a Kutnem (no idea why, ale to zawsze jest Kutno, wcześniej czy później, aż się ciśnie na usta piosenka z okrutnym Kutnem, co miłość jak ręką, nieważne). Podróż pociągiem to na swój sposób sytuacja ekstremalna, wymuszona bliskość obcych ludzi, mała przestrzeń, mnóstwo czasu i jeszcze to siedzenie twarzą w twarz… Plus ja przyciągam wariatów, albo przynajmniej dziwaków. Zawsze tak było. Ma to swoje zalety – moje życie jest dzięki nim ciekawsze, nawet jeśli dość często popaprane. Czytaj dalej Pociąg z szajbą i love story

Niezapomniane chwile w klubie Chwila

„Gdyby wszystkie promocje książek tak wyglądały, czytelnictwo znacząco by wzrosło” – powiedział do mnie Michał, perkusista PRL Jamu po koncercie. Nie wiem jak do was, ale do mnie pomysł, by premierę książki uczcić koncertem, drinkami i świetną zabawą, zdecydowanie trafia. Nie wszyscy, którzy chcieli, dali radę przyjechać. Jednych zniechęciła odległość („Aneta, czemu tylko Warszawa?”), innych zima, sesja czy wreszcie zapowiedziany na piątek strajk kolei. Mam nadzieję, że przy następnej okazji nie zatrzyma ich nikt, bo im więcej ludzi emanujących dobrą energią, tym lepiej.

  Czytaj dalej Niezapomniane chwile w klubie Chwila

Za pięć dwunasta, czyli prawie że już

Słusznie zbeształa mnie ostatnio jedna z czytelniczek, że strasznie dawno nie zaglądałam na bloga. Biję się w pierś. Zwłaszcza, że powody trudno wyjaśnić. Kojarzycie ten moment na chwilę przed rozdawaniem prezentów gwiazdkowych, albo gdy do urodzin coraz bliżej, albo sylwester dobiega końca i coraz bliżej nowego roku, z którym wiążecie wielkie nadzieje? To ostatnie mamy na tyle na świeżo, że nie powinno być kłopotu z wizualizacją tego napięcia, lekkiego podniecenia, uśmiechu, który wypływa na usta, by zgasnąć, bo jeszcze nie teraz, ale już za chwilę… Czytaj dalej Za pięć dwunasta, czyli prawie że już

Menu Szatańskiego Pierwiosnka – relacja naocznego świadka

Zbliża się sylwester, pomyślałam więc, że warto zajrzeć do Szatańskiego Pierwiosnka i zdać wam coś na kształt relacji. Zimą szybciej robi się ciemno, więc z daleka wabi czerwony neon nad wejściem.  Zmarznięty śnieg chrzęści pod stopami, przyśpieszam i wpadam do środka, fala ciepła przyjemnie obmywa i już wiem, że nie będę miała ochoty wychodzić. Przynajmniej nie za szybko… Z szafy grającej płynie Alice Cooper, Santa Claws is coming to town… (jeśli nie znacie kawałka, wrzućcie na YT, lub zajrzyjcie na FP :))
Czytaj dalej Menu Szatańskiego Pierwiosnka – relacja naocznego świadka

Historia ekstraordynaryjna z widmem końca roku w tle

Pamiętacie, jak bardzo ładnie prosiłam o zdjęcia pt. „Gdzie poniosło Złodzieja”, a wy mnie bezdusznie zignorowaliście? Gdybym miała poobijane ego, szukałabym jakiejś wymówki dla was, ale na szczęście potrafię wziąć prawdę na klatę. Przebolałam brak zdjęć. I prawie zapomniałam o mojej jakże uprzejmej prośbie, kiedy dość nieoczekiwanie dostałam maila od kobiety wyjątkowej, znanej bywalcom mojego FP pod tajemniczym nickiem Anne Blacksmith. Dzięki niej, wiem, że „Złodziej dusz”  dotarł pod ryżowe strzechy w formie tak niezwykłej, że wciąż budzi mój podziw.

Czytaj dalej Historia ekstraordynaryjna z widmem końca roku w tle